Najgorętszy weekend w roku

Uff… jak gorąco! Też się czujecie, jak małe parowoziki? My na weekend uciekliśmy ze znajomymi w góry. Nas troje i ich troje z brzuszkiem postanowiliśmy leniwie spędzić czas w Brennej. Mój tata był zdziwiony, po co tam znowu jedziemy, skoro mamy bliżej do Karpacza. Bo nie lubimy tłumów! Wiecie jak się ciągnie kolejka na zjeździe z autostrady? Zdecydowanie odradzamy ten kierunek. Umawialiśmy się już dobrze ponad miesiąc temu i nie wiedzieliśmy, że ma to być najgorętszy weekend w roku. We Wrocławiu padł w tym czasie rekord sprzed 20 lat – było 37,7 st. C w cieniu. Dobrze, że nas nie było 😉

Sobota

Spotkaliśmy się rano w Ochabach Wielkich w Dream Parku. Do wyboru mieliśmy jeszcze miasteczko westernowe w Żorach, ale chcieliśmy przede wszystkim pokazać dzieciom dinozaury (nie ukrywam, że skusiła nas też cena, bo przy biletach 2+1 to niemała kwota 130 zł, ale moja qmpela znalazła bilety na Grouponie za niecałe 80 zł – są do końca października tu). Kompleks jest dość wymieszany tematycznie – są zarówno:

  • miniatury najbardziej znanych obiektów na świecie (maluchy nie zwróciły na nie uwagi),
  • dom do góry nogami (dzieciom się strasznie podobał, wchodziliśmy do niego 2 razy),
  • plac zabaw z karuzelami i dmuchańcami (oj, nie mogliśmy ich stamtąd ściągnąć) oraz kulki z niezrozumiałych przyczyn umieszczone zupełnie gdzie indziej (ale też odnalezione i zaliczone),
  • park świetnie wykonanych kilkunastu dinozaurów (i jednego mamuta), które uruchomione na czujkę ruchu zaczynają się ruszać, a nawet wydawać dźwięki,
dav

zbuntowane zdjęcie, nie chce być tej samej wielkości co reszta :p

  • dmuchana kula wodna, która jednak nie wzbudziła pozytywnych emocji (w odróżnieniu od takiej, która się toczy po łące, ale tu takiej nie było),
  • akwarium z rybami egzotycznymi (słabo, nie wiem czy całe pomieszczenie ma 20 m2),
  • kino 2D z bajkami dla dzieci

a w cenie biletu wypasionego (Max Dream):

  • park linowy od 140 cm oraz mini park linowy od 3 r.ż., który Młody przegonił 7 razy (gdybyśmy zostali dłużej, pewnie byśmy go nie wyciągnęli),
  • kino 6D z potworami morskimi (mimo że tylko „pływały” w wielkich akwariach Młody trochę się bał i nie chciał iść dalej, więc zostawiliśmy go pod opieką cioci, a sami poszliśmy na atak rekina, który poza trzęsieniem podłogi i lekkim prysznicem, który wyparował zanim do nas doleciał, był raczej w 2D).

Podsumowując – lepiej kupić bilet podstawowy. My byliśmy tam 3 godziny, z czego około połowę czasu w parku linowym i na placu zabaw.

Potem pojechaliśmy do Brennej, gdzie dowiedzieliśmy się, że mają zimną wodę w rurach <3 U nas skończyła się już tydzień wcześniej – jak odkręcamy ciepłą leci wrzątek, a jak chcemy chłodną – to leci ciepła. O zimnym prysznicu możemy zapomnieć jeszcze kolejny tydzień… Za to czekał na nas wypełniony duży basen ogrodowy, gdzie w 6. spokojnie zmieściliśmy się jeszcze z materacem, kołem ratunkowym i 2 zestawami kaczuszek! I hamaki… Sielsko…

Wieczorem ruszyliśmy się do miasteczka – tatusiowie poszli szaleć na III Słowiańskiej Nocy Folk Metalowej, a mamusie z dziećmi brodziły w potoku. O 21 padły jak muchy 😉

Niedziela

Co bynajmniej nie przeszkadzało Młodemu wyjść razem ze mną o 7 rano z pokoju i powędrować 600 m w górę ul. Śniegociny, do kolejnego gospodarstwa z końmi. Niestety, nasz wodospad zarósł jakimś krzakiem, a i wody nie było zbyt wiele. Wracając zrobiliśmy sobie zielnik z polnych roślin i znaleźliśmy pióro bodajże myszołowa (tylko mi nie piszcie, że to kura, bo to nie ten rozmiar!). Po śniadaniu, mimo już dość wysokiej temperatury, Amorek dał się uprosić i przekupić przez dzieci jabłuszkami, żeby chociaż chwilę przewieźć je na swoim grzbiecie w cieniu.

W planie miałam (jak zwykle nadambitnie – taka moja wada) spacerek z centrum Brenny wzdłuż rzeki do przystani kajakowej w Dolinie Hołcyny, ale pokonani przez upał i dzikie tłumy wylegujące się w potoku (dosłownie! leżaki stały w wodzie, a wzdłuż brzegu samochód na samochodzie) i skuszeni przez Kozią Zagrodę wdepnęliśmy na kawę i zostaliśmy do obiadu. Niestety, koktajle owocowe są przygotowywane na maślance, a nie na kozim mleku, więc Młody musiał się zadowolić kompotem owocowym.

A potem? Znowu do potoku!

IMAG0587

Niby krótki weekend, a ile daje radości! A wakacje ciągle przed nami 😉

Informacje praktyczne:

Dzieci mają 4 i 2,5 roku, mama 5/6 miesiąc ciąży. W Dream Parku, żeby korzystać z biletu wypasionego, trzeba mieć min. 3 lata.

Nocleg: Agroturystyka na Glinniku

Jeżeli jedziecie przez Żory, to lepiej minąć je przed 14 – potem utkniecie w mega korku. My wyjeżdżaliśmy z Brennej o 13, Żory minęliśmy spokojnie, a potem utknęliśmy na robotach drogowych przy węźle Brzeg i znowu na bramkach, dzięki czemu nasza podróż powrotna trwała 3,5 h, zamiast 2,5 h.

Szukacie ciekawych miejsc na wycieczki z dziećmi? Zajrzyjcie na stronę akcji Podróże kształcą.

PS

Mam jeszcze jeden powód, dla którego nie warto jechać do Karpacza – rano w radiu podali, że z powodu upałów i ilości ludzi brakuje im wody w rurach…

14 thoughts on “Najgorętszy weekend w roku

  1. Niestety to nie moje strony… ale może któregoś lata odwiedzimy 😉
    Co do upałów to mi się nawet nie chce wychodzić na podwórko a co dopiero na jakieś małe wycieczki… (zresztą i tak auto mogłoby nie dojechać)… Może juto chociaż nad nasz miejski zalew się brykniemy co by się pochlapać nieco więcej 😉

  2. Wspaniały weekend 🙂 jak czas jest dobrze wykorzystany to dwa dni mogą być ciekawsze niż cały tydzień 🙂 bardzo lubię takie klimaty i z pewnością niedługo zaczniemy tak podróżowac:)

    • Jest naprawdę super, jeszcze nigdy nie wracaliśmy na wakacje dwa razy w to samo miejsce, a do Brennej pojechaliśmy już 3. raz. Okoliczne atrakcje zdecydowanie są nastawione na dzieci 🙂

  3. Zdecydowanie weekend należy zaliczyć do udanych 🙂 Chociaż przy tej temperaturze brzuszek był obciążeniem… Następnym razem może pogoda będzie dla nas łaskawsza 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *